28 marca 2018 roku
Kochana córko,
dzisiaj przyjechało dwóch panów z Ikei. Jeden był niski i miał kilka młodzieńczych wyprysków na twarzy. Drugi był wysoki i żartował, że to nasz żyrandol jest wysoki, a nie on. Trochę nie zrozumiałam, a Ty? Czy nie powinien był powiedzieć, że nasza tekturowa lampa jest niska? Nieważne.
Panowie przywieźli szafkę z szufladami do Twojego pokoju i duże biurko. To biurko pomieści dwie osoby. To dobrze, bo teraz, kiedy Twoi nauczyciele przychodzą do Ciebie, żebyś mogła się uczyć, musisz mieć odpowiednie warunki. Twój zgrabny sekretarzyk, który dotarł do nas ze Szwecji, via Wojtek, stanął teraz w mojej sypialni. Cieszę się jak dziecko, wiesz? Zawsze lubiłam biurka i sekretarzyki, tak samo bardzo, jak lubiłam pisać. Myślę o tym, jak będę przy nim siadywać wieczorami i pisać do Ciebie. Żeby Ci wytłumaczyć. Żeby zrozumieć.
Ty też cieszysz się ze swojego biurka, ale inaczej niż dziecko. Nie jesteś dzieckiem. Przynajmniej Ty tak mówisz, bo kiedy patrzę na Ciebie, widzę kruchą dziewczynkę, która rozumie zbyt wiele, ale rozumie za mało.
Powiedziałaś, że sama złożysz szafkę. Próbowałam protestować, ale postawiłaś na swoim. Zawsze stawiasz na swoim. Może rzeczywiście nie jesteś dzieckiem? Nie masz jeszcze 11 lat, ale wszystko, co Ciebie dotyczy jest inne niż u reszty jedenastolatków.
Jesteś bardziej. Bardziej mądra, bardziej świadoma, bardziej wrażliwa. Jakbyś odczuwała ten świat każdą komórką swojego ciała. Nie masz skóry, masz nagie nerwy, które wszystko czują mocniej. Bardziej. Dlatego się przed nim bronisz. Nie zamierzasz. Decydujesz. Samostanowisz.
Złożyłaś swoją szafkę. Najpierw jej szkielet, potem szuflady. Jedną po drugiej. Cztery. Byłaś taka z siebie dumna! Ja też, chociaż może nie powinnam, bo mnie nie posłuchałaś? Nie mam kogo zapytać, wiesz?
Powiedziałam Ci, że biurko złożę ja. Z Wojtkiem. Zaczęłaś krzyczeć. Nie zamierzasz na to pozwolić. Zrobisz to sama. Wojtek może podać Ci blat. Kurwa. Kurwa. Dwa razy. Jesteś taka delikatna i każde kurwa z Twoich małych usteczek rozdziera mi serce. Ale nauczyłaś się tego ode mnie i to rani jeszcze bardziej. Krzyczałaś i krzyczałaś, ale chociaż nie biłaś, bo odkąd miesiąc temu zaczęłaś brać mocne leki, już nie bijesz. Decydujesz nadal. Jakby bardziej nawet.
Zaczęłaś więc składać swoje duże biurko. Jego blat ma dwa metry długości. Ty mierzysz 134 cm. I dałaś radę. Ale nie jestem dumna, córeczko, bo patrzę na nie i wiem, że jego widok jeszcze długo będzie kojarzyć mi się z tym, jak Ci jest trudno. Jak mnie jest trudno. Jak nam wszystkim jest trudno.
Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i zdenerwowałam się na rodziców albo zachowałam niewłaściwie w chwili wzburzenia, a po czasie rozumiałam, że przesadziłam, nie potrafiłam się przyznać do błędu. Więc brnęłam w to dalej i dalej, mimo że tak bardzo było mi smutno, bo chciałam, żeby było już dobrze. Ty robisz podobnie. Tylko bardziej. Oczywiście, to już przecież ustaliłyśmy, prawda?
Wkręcałaś, przesuwałaś, przenosiłaś, mruczałaś do siebie, że potrafisz i że zrobisz to sama, ja myślałam o przepuklinie, o zgniecionych paluszkach, o życiu, wyborach, bezradności.
A potem Ty zaczęłaś mówić, że nic nie słyszysz. Nie zwracałaś się do mnie, przecież chciałaś, żebym zniknęła z Twojego życia. Tak powiedziałaś. Tak myślałaś, choć wiem, że nic nie stanie między nami, nawet my same. Dlatego nigdy nie gniewam się na Ciebie o takie słowa. Nie gniewam się, kiedy mówisz, że jestem potworem, że chciałabyś, żebym zginęła, i że - kurwa - jestem najgorszą matką świata. Nie gniewam się, co nie znaczy, że nie cierpię. To bardzo boli, córeczko, ale nie dlatego, że w tych złych chwilach mówisz takie rzeczy, tylko dlatego, że nie wiem, jak Ci pomóc.
Bezradność to słowo, które pobrzmiewa w mojej głowie przez dużą część czasu, który spędzamy razem. Chyba to właśnie ta bezradność, nie wyuczona, lecz nadana, jest najtrudniejsza. Bo chciałabym. Ale nie umiem. Nie wiem jak.
Nie słyszałaś. Płakałaś i płakałaś, że nic nie słyszysz. Przytuliłaś się i byłaś zagubiona. I nie słyszałaś. Z tego też nie umiałaś wyjść, tak samo jak z tej wcześniejszej sytuacji. W końcu zaczęłam do Ciebie pisać, zamiast mówić. Wzięłam Cię na spacer. Odzyskałaś słuch.
Kochana córeczko, chciałabym, żebyś wiedziała, że nie stanie się nic złego, jeśli podejdziesz i powiesz mi, że nie wiesz, jak wyjść z tego ślepego zaułku, w który się zapędziłaś. Jestem tu. Nic się nie stanie. Nie musimy nawet o tym rozmawiać. Po prostu będę.
Kochana córko, Twoje biurko jest gotowe. Gdy Ciebie nie będzie, dokręcimy z Wojtkiem śruby, żebyś nie myślała, że zrobiłaś to zbyt słabo. Może to też niedobrze, ale wiesz, nie mam kogo zapytać, a rady, które dotąd otrzymywałam doprowadziły nas donikąd. Donikąd to miejsce, w którym teraz się znajdujemy. To ten dzień, kiedy miałaś załamanie w szkole, to twoje nie zamierzam i twoje kurwa, to twoje leki i moja bezradność. To twoje biurko i nauczyciele w domu.
Wiedz jednak, że ja nie boję się ruszać dalej. Robiłam to przez całe życie. I teraz też planuję ruch naprzód. Jeszcze nie wiem jak i gdzie, ale wiem, że tam nie będzie bezradności i nie będzie nie zamierzam. Daj mi chwilę, dobrze?
Kocham Cię, kruszyno.
Mama
Panowie przywieźli szafkę z szufladami do Twojego pokoju i duże biurko. To biurko pomieści dwie osoby. To dobrze, bo teraz, kiedy Twoi nauczyciele przychodzą do Ciebie, żebyś mogła się uczyć, musisz mieć odpowiednie warunki. Twój zgrabny sekretarzyk, który dotarł do nas ze Szwecji, via Wojtek, stanął teraz w mojej sypialni. Cieszę się jak dziecko, wiesz? Zawsze lubiłam biurka i sekretarzyki, tak samo bardzo, jak lubiłam pisać. Myślę o tym, jak będę przy nim siadywać wieczorami i pisać do Ciebie. Żeby Ci wytłumaczyć. Żeby zrozumieć.
Ty też cieszysz się ze swojego biurka, ale inaczej niż dziecko. Nie jesteś dzieckiem. Przynajmniej Ty tak mówisz, bo kiedy patrzę na Ciebie, widzę kruchą dziewczynkę, która rozumie zbyt wiele, ale rozumie za mało.
Powiedziałaś, że sama złożysz szafkę. Próbowałam protestować, ale postawiłaś na swoim. Zawsze stawiasz na swoim. Może rzeczywiście nie jesteś dzieckiem? Nie masz jeszcze 11 lat, ale wszystko, co Ciebie dotyczy jest inne niż u reszty jedenastolatków.
Jesteś bardziej. Bardziej mądra, bardziej świadoma, bardziej wrażliwa. Jakbyś odczuwała ten świat każdą komórką swojego ciała. Nie masz skóry, masz nagie nerwy, które wszystko czują mocniej. Bardziej. Dlatego się przed nim bronisz. Nie zamierzasz. Decydujesz. Samostanowisz.
Złożyłaś swoją szafkę. Najpierw jej szkielet, potem szuflady. Jedną po drugiej. Cztery. Byłaś taka z siebie dumna! Ja też, chociaż może nie powinnam, bo mnie nie posłuchałaś? Nie mam kogo zapytać, wiesz?
Powiedziałam Ci, że biurko złożę ja. Z Wojtkiem. Zaczęłaś krzyczeć. Nie zamierzasz na to pozwolić. Zrobisz to sama. Wojtek może podać Ci blat. Kurwa. Kurwa. Dwa razy. Jesteś taka delikatna i każde kurwa z Twoich małych usteczek rozdziera mi serce. Ale nauczyłaś się tego ode mnie i to rani jeszcze bardziej. Krzyczałaś i krzyczałaś, ale chociaż nie biłaś, bo odkąd miesiąc temu zaczęłaś brać mocne leki, już nie bijesz. Decydujesz nadal. Jakby bardziej nawet.
Zaczęłaś więc składać swoje duże biurko. Jego blat ma dwa metry długości. Ty mierzysz 134 cm. I dałaś radę. Ale nie jestem dumna, córeczko, bo patrzę na nie i wiem, że jego widok jeszcze długo będzie kojarzyć mi się z tym, jak Ci jest trudno. Jak mnie jest trudno. Jak nam wszystkim jest trudno.
Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i zdenerwowałam się na rodziców albo zachowałam niewłaściwie w chwili wzburzenia, a po czasie rozumiałam, że przesadziłam, nie potrafiłam się przyznać do błędu. Więc brnęłam w to dalej i dalej, mimo że tak bardzo było mi smutno, bo chciałam, żeby było już dobrze. Ty robisz podobnie. Tylko bardziej. Oczywiście, to już przecież ustaliłyśmy, prawda?
Wkręcałaś, przesuwałaś, przenosiłaś, mruczałaś do siebie, że potrafisz i że zrobisz to sama, ja myślałam o przepuklinie, o zgniecionych paluszkach, o życiu, wyborach, bezradności.
A potem Ty zaczęłaś mówić, że nic nie słyszysz. Nie zwracałaś się do mnie, przecież chciałaś, żebym zniknęła z Twojego życia. Tak powiedziałaś. Tak myślałaś, choć wiem, że nic nie stanie między nami, nawet my same. Dlatego nigdy nie gniewam się na Ciebie o takie słowa. Nie gniewam się, kiedy mówisz, że jestem potworem, że chciałabyś, żebym zginęła, i że - kurwa - jestem najgorszą matką świata. Nie gniewam się, co nie znaczy, że nie cierpię. To bardzo boli, córeczko, ale nie dlatego, że w tych złych chwilach mówisz takie rzeczy, tylko dlatego, że nie wiem, jak Ci pomóc.
Bezradność to słowo, które pobrzmiewa w mojej głowie przez dużą część czasu, który spędzamy razem. Chyba to właśnie ta bezradność, nie wyuczona, lecz nadana, jest najtrudniejsza. Bo chciałabym. Ale nie umiem. Nie wiem jak.
Nie słyszałaś. Płakałaś i płakałaś, że nic nie słyszysz. Przytuliłaś się i byłaś zagubiona. I nie słyszałaś. Z tego też nie umiałaś wyjść, tak samo jak z tej wcześniejszej sytuacji. W końcu zaczęłam do Ciebie pisać, zamiast mówić. Wzięłam Cię na spacer. Odzyskałaś słuch.
Kochana córeczko, chciałabym, żebyś wiedziała, że nie stanie się nic złego, jeśli podejdziesz i powiesz mi, że nie wiesz, jak wyjść z tego ślepego zaułku, w który się zapędziłaś. Jestem tu. Nic się nie stanie. Nie musimy nawet o tym rozmawiać. Po prostu będę.
Kochana córko, Twoje biurko jest gotowe. Gdy Ciebie nie będzie, dokręcimy z Wojtkiem śruby, żebyś nie myślała, że zrobiłaś to zbyt słabo. Może to też niedobrze, ale wiesz, nie mam kogo zapytać, a rady, które dotąd otrzymywałam doprowadziły nas donikąd. Donikąd to miejsce, w którym teraz się znajdujemy. To ten dzień, kiedy miałaś załamanie w szkole, to twoje nie zamierzam i twoje kurwa, to twoje leki i moja bezradność. To twoje biurko i nauczyciele w domu.
Wiedz jednak, że ja nie boję się ruszać dalej. Robiłam to przez całe życie. I teraz też planuję ruch naprzód. Jeszcze nie wiem jak i gdzie, ale wiem, że tam nie będzie bezradności i nie będzie nie zamierzam. Daj mi chwilę, dobrze?
Kocham Cię, kruszyno.
Mama